Chodźcie z nami!

W ten sposób w latach 80-tych krzyczeli strajkujący stoczniowcy do tych, którzy jeszcze się wahali, czy walczyć, czy też ulec komunistycznej władzy. „Chodźcie z nami. Zwyciężymy!” – zakrzyknął ćwierć wieku później Jarosław Kaczyński do młodych ludzi na bilbordach kampanijnych, okraszonych zdjęciem grupki pięknych, młodych kobiet, którym umożliwiono start w wyborach z list wyborczych PiS.

I nikt, kto pamiętał Jarosława Kaczyńskiego sprzed czterech lat nie mógł nie przetrzeć oczu ze zdumienia. Oto ten sam Jarosław – który jeszcze niedawno udzielał na macierzystej stronie swojej partii (a zatem odpadły typowe potencjalne oskarżenia o manipulację dziennikarską) wywiadu, obrazującego przeciętnego młodego internautę jako onanistę, popijającego piwo; ten sam polityk, który wykrzykiwał, że żartobliwy sms „zabierz babci dowód” to podnoszenie ręki na polski naród. Ten sam polityk dziś jest nie tylko sprzymierzeńcem młodych, ale staje się bojownikiem o wolność słowa. Już nie tylko nikogo nie oskarża za treść sms – teraz staje się orędownikiem kiboli, broniąc ich wolności wyrażania myśli i poglądów. Zdumiewająca metamorfoza. Ciekawe co by było, gdyby ci sami kibole zaczęli wznosić hasła przeciw PIS.

Młodzież nie uwierzyła Kaczyńskiemu. Piękne „aniołki” nie dostały się do parlamentu (choć dostał się piękny Agent Tomek) i media oraz prezes przestali się nimi interesować. Nawet pewnie nie dowiemy się, czy popierają teraz Kaczystów czy Ziobrystów, zwanych też czasem Kurzystami.

Rzecz w tym, że nie tylko Kaczyńskiemu młodzi nie uwierzyli. Sromotnie zawiódł się Napieralski i jego SLD – partia, którą młodzi, nie pamiętający realiów PRL i nie rozumiejący genetycznych powiązań Sojuszu, zawsze popierali i byli jej naturalnym zapleczem. SLD z niedawnej jeszcze partii władzy stał się outsiderem zamykającym stawkę. Ostał się tylko stary elektorat, ludzi głosujących z sentymentu za minionym ustrojem.

Także zwycięstwo PO na tym polu wydaje się iluzoryczne. Statystyki wykazują jednoznacznie, że chociaż Platforma utrzymała władzę, to jednak poparcie młodych w porównaniu z tym sprzed czterech lat wyraźnie osłabło.

Komu zatem uwierzyli młodzi? Chyba jedynym beneficjentem ich zaufania stała się partia Palikota. To nie jest najlepsza z wiadomości. Znany biznesmen jako lider partii lewicowej? Zresztą do niedawna słynący z obecności w liberalnej partii. Coś tu nie pasuje. Nie zamierzam zresztą pastwić się nad Palikotem, bardziej interesuje mnie program jego partii – antyklerykalizm, objęcie podatkiem księży. Te hasła są bardzo nośne, a Kościół i jego stosunki z państwem z pewnością wymagają publicznej debaty. Rzecz w tym, że w programie tej partii nie ma mowy o debacie. Tu chodzi o rewolucję. Nie do końca też wiem, jaki program realizowałaby ta partia po objęciu władzy – co stanie się po usunięciu krzyża z Sejmu, zalegalizowaniu aborcji na żądanie i związków homoseksualnych. Program gospodarczy, polityka międzynarodowa, obronność, finanse wydają się mieć mniejsze znaczenie – tak przynajmniej wynikało z tego, co mieli do powiedzenia kandydaci na posłów RPP. Rzecz o tyle nie dziwi, że niemal cała ta partia nie ma żadnego doświadczenia parlamentarnego. Przypomina to nieco lata 90-te, gdy do Sejmu na fali politycznej mody dostawali się ludzie całkowicie przypadkowi – z partią Tymińskiego, Polską Partią Przyjaciół Piwa czy tez Samoobroną Andrzeja Leppera.

I tu chyba leży cały problem – brak zaufania ludzi młodych to nie jest klęska Kaczyńskiego, Tuska czy Napieralskiego. Nawet byłbym w stanie zaryzykować tezę, że sukces Palikota wcale nie jest jego sukcesem. To tak naprawdę klęska polskiej demokracji. Nieustanne spory, ciosy poniżej pasa, awantury polityczne i wzajemne oczernianie się w oczach wyborców, zajmujące w mediach znaczenie więcej czasu niż problemy społeczne, gospodarcze, narodowe – przyniosły efekt uboczny. Ludzie czują obrzydzenie do obecnego świata polityki. Głos na partię Palikota jest próbą przewietrzenia skostniałego i niezdolnego do sprawowania władzy układu.

W tym wszystkim populizm Palikota nie jest jeszcze największym wyzwaniem. Wyzwaniem jest stan polskiej kultury politycznej i dyskusji społecznej. Jeśli tego nie naprawimy coraz częściej będziemy mieli do czynienia z takimi zjawiskami jak to 11 listopada. Wtedy też ktoś, kto nie jest związany z politykami sprawującymi władzę zakrzyknął „Chodźcie z nami”.

Opublikowano Echa wydarzeń | 1 komentarz

Polsat jak Szwedzi

Doroczna wakacyjna pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę jest zawsze wydarzeniem medialnym i to w pełnym tego słowa znaczeniu. A to pobożni pielgrzymi zlinczują jakichś dziennikarzy, a to prezes PiS zareklamuje jakieś nowe przedsięwzięcie biznesowe Ojca Dyrektora, a to znowu sam Ojciec Dyrektor uraczy zgromadzonych jakimś dowcipem.

Nie inaczej było w tym roku. Rydzyk błyszczał humorem jak zwykle, Kaczyński zapewniał, że znalazł się w tym miejscu i czasie wcale nie z powodów politycznych.

- Jestem tutaj z wami, bo spotykają się tutaj ludzie, którzy kochają Polskę, polscy patrioci. I to też jest powód, dla którego chcę z wami być. Chcę was, korzystając z tej niezwykłej okazji, prosić – nie dajcie się wypchnąć z naszego życia, nie dajcie się wypchnąć jako polscy patrioci, bo dziś patriotów próbuje się z tego życia wypychać – powiedział Kaczyński. Zupełnie w oderwaniu od polityki.

Zaraz potem przeszedł do swojego żelaznego repertuaru – czyli do rozważań na temat katastrofy smoleńskiej. Wymienił nazwiska ofiar katastrofy, które – jak podkreślił – w swoim czynnym życiu zabiegały o Polskę, m.in. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Przemysława Gosiewskiego, Zbigniewa Wassermanna, gen. Andrzeja Błasika, Grażynę Gęsicką, Aleksandrę Natali-Świat, Stanisława Zająca i Annę Walentynowicz. Ani jednej osoby z PO czy SLD.

- Pamiętajcie, że mój świętej pamięci brat był pierwszym prezydentem, który nie miał żadnych związków z czasami niewoli, i że nie tylko zabiegał, ale też wiedział jak – potrafił robić to skutecznie i dlatego tak bardzo go nienawidzono. – wspomniał niby mimochodem i w zupełnym oderwaniu od polityki.

Dajmy jednak tym razem spokój Wybitnemu Opozycjoniście, ponieważ w tym roku gwoździem imprezy był rytualny atak na dziennikarzy. Wiadomo, akcent co roku musi być rozkładany w sposób zróżnicowany. Tym razem padło na ekipę dziennikarską Polsatu.

Jak powszechnie wiadomo, Polsat to stacja masońska. Świadczy o tym charakterystyczne słoneczko w logo, a jeśli zabierzemy mu litery POL – bo to nie jest polska stacja – i dołożymy pierwsze litery od słowa Antena, każdy myślący odkryje słowo SATAN. W świetle powyższych ustaleń reakcja zaatakowanej dziennikarki Polsatu może co najwyżej dziwić. Protokoły policyjne mówią, że do dziennikarki Ewy Żarskiej podszedł mężczyzna, wyrwał jej mikrofon i uderzył ją w twarz. W obronie kobiety stanęli członkowie ekipy, ale zostali szybko otoczeni przez słuchaczy RM, którzy zaczęli niszczyć ich sprzęt. Mężczyzna, który zainicjował atak, został aresztowany. Pielgrzymów-fanatyków jedynie to rozjuszyło – atakowali nawet funkcjonariuszy policji, a potem zebrali się pod komisariatem w Częstochowie, gdzie głośno i agresywnie domagali się uwolnienia aresztowanego mężczyzny.

Historia ta może jedynie oburzać – no bo jak to ekipa Polsatu może łgać, że była niewinna? Już sama okoliczność przynależności do TVN czy Polsatu jest wystarczającym usprawiedliwieniem wszelkich aktów fizycznych – choćby w imię obrony wolności słowa czy też solidarności z kibolami. Czarę goryczy przelał fakt, że sprawą pobicia zajęła się sejmowa komisja kultury. Posłowie bezczelnie uznali, że „mimo upływu 22 lat od zniesienia cenzury ciągle jednak zdarzają się przypadki nierespektowania tych zasad”. Uznali, że „agresywne potraktowanie” dziennikarzy budzi sprzeciw i wskazali na odpowiedzialność organizatorów, „którzy biernie przyglądają się takim incydentom”. W dokumencie czytamy także, że komisja oczekuje od władz Radia Maryja i współpracujących z nimi polityków „przestrzegania obowiązującego w Polsce prawa, stonowania emocji budujących atmosferę nienawiści”. Stanowisko ma trafić do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Uczciwie należy dodać, że głosowanie w sprawie uchwały jak jeden mąż zbojkotowali posłowie PiS.

I jak tu zachować spokój wobec tak rażącej niesprawiedliwości? To już nie wolno pobić dziennikarza Polsatu ani TVN? A gdzie wolność słowa? Komuna wraca?

Nie dziwi zatem, że głos w sprawie musiał zabrać Tadeusz Rydzyk – tak ciężko doświadczony przez sprawujący – jeszcze – władzę antypolski reżim.

- Na Jasną Górę się wdarli! Tak jak Szwedzi! – wołał o. Rydzyk. – Trzeba zapamiętać nazwiska tych tzw. dziennikarzy, mówcie jedni drugim. Niech wiedzą wszyscy sąsiedzi. Jak tak można? Jak można bez akredytacji, bez zgody! My mamy prawo zapraszać sobie kogo chcemy. To jest nasze przyjęcie, nasza duchowa uczta, nasze świętowanie. A nie będziemy wszystkich, którzy chcą rozrabiać! Jaka to bezczelność jest, i tej komisji, i tej Krajowej Rady – mówił.

Prawda wg Rydzyka jest tylko jedna: to nie grupa pobożnych pielgrzymów zaatakowała dziennikarkę. Było zupełnie odwrotnie – to ona zaatakowała grupę rosłych chłopów. A ekipa Polsatu sama zniszczyła swój sprzęt. To taka masońska prowokacja za pieniądze z wiadomego kraju.

I tylko zapomniał pokorny Sługa Boży o jednej prawdzie. Jasna Góra nie jest terenem prywatnym. To miejsce publiczne i każdy ma prawo tam przebywać o każdej porze – bez potrzeby posiadania stosownych zaproszeń. A rolą dziennikarza jest być tam, gdzie rozgrywają się wydarzenia. Czas spraszania jedynie słusznych dziennikarzy, którzy następnie dostawali „wytyczne”, w jakim kontekście opisywać to, co widzieli, jakiś czas temu już minął.

Dziennikarze Polsatu nie oblegali Częstochowy, nie razili jej murów gradem pocisków armatnich, nie wysyłali zdrajcy Kuklińskiego, by negocjował poddanie. A Rydzyk nie jest Kmicicem ani nawet Kordeckim czy choćby Kiemliczem. Dziś Jasna Góra jest miejscem otwartym. Dla wszystkich. Napiszmy to jeszcze raz: Dla wszystkich. Nie tylko dla tych, którzy potrafią jedynie bić i nienawidzić.

Opublikowano Echa wydarzeń | 1 komentarz

Norweska tragedia a sprawa polska

O tym, że dla środowiska PiS nie ma lepszej pożywki niż śmierć i pogrzeby, przekonaliśmy się już niejednokrotnie – czy to za sprawą nieustannie rozgrzebywanej katastrofy smoleńskiej, czy to na przykładzie cyrku jaki urządzono na pogrzebie Marka Rosiaka. Zasada jest jedna – im więcej krwi, tym należy podnieść większy krzyk. I oczywiście tak przekrzywić prawdę, by mogła służyć kampanii wyborczej.

Tak też było i w przypadku ostatniej tragedii w Norwegii. Każda niepotrzebna śmierć budzi sprzeciw – tym bardziej śmierć tylu młodych, niewinnych ludzi. Jednak jeszcze większy sprzeciw budzi zaprzęgnięcie tragedii do realizacji celów politycznych. Jeszcze nie zakrzepła krew tam, gdzie leżały ciał ofiar, gdy w naszym przaśnym, polskim necie zaroiło się od komentarzy. I jakkolwiek nie dziwiły komentarze wyrażające zaskoczenie, potępienie, ból, wstępne analizy postępowania szaleńca, czy też posunięte do granic kiczu internetowe znicze ([*]) – to przecież pisowskiej braci spod chorągwi smoleńskiej taka niepolityczna forma wyrażenia emocji nie mogła wystarczyć.

I oto gruchnęło – w komentarzach na Onecie, Wirtualnej Polsce, a zaraz potem na blogach (z tradycyjnie szczególnym uwzględnieniem środowiska salon24.pl) zajaśniała iście sensacyjna prawda na miarę sztucznej, helowej mgły i gigantycznego odkurzacza na lotnisku smoleńskim: Anders Behring Breivik jest jak Ryszard C.!

Ta fundamentalna „prawda” wygłaszana na przeróżnych forach stała się znowu niczym latający dywan, na którym elektorat PiS przystąpił do ataku na znienawidzoną Platformę – że to urodzeni mordercy, nienawidzący ludzkości – a ponieważ na wyspie zginęły dzieci, więc PO oberwało się za strzelanie do bezbronnej dziatwy. Całość wnioskowania zmierzała oczywiście do zaakcentowania dychotomii  znanej już od czasu rzekomego ataku na komediantkę Cugier-Kotkę przez hordy młodzieżówek partii Tuska. A zatem – bezbronne, niewinne i pokorne owieczki z PiS i krwawi platformiani siepacze.

Otóż nie, Szanowni Państwo. Mimo pewnych podobieństw, istnieją dość zasadnicze różnice, które mogą sprawić, że wygłaszający tego typu rewelacje, mogą załapać się na niespodziewany i zastanawiający rykoszet własnego wnioskowania.

Jakie są podobieństwa? Po pierwsze – w obu zdarzeniach mamy do czynienia z przypadkami szaleństwa, frustracji, przekroczenia norm. W obu sytuacjach mamy do czynienia z opłakanymi skutkami. Nie ma oczywiście sensu wdawanie się w nekrostatystykę porównawczą – że tu jedna ofiara, tam ponad sto. Ludzkie życie jest wartością niepoliczalną, dajmy zatem spokój tego typu argumentom. Jest jeszcze jedno podobieństwo – obaj sprawcy należeli wcześniej do partii, z których zostali przed dokonaniem morderstw wykluczeni. Podobieństwo czysto formalne – jeśli weźmiemy pod uwagę programy polityczne ugrupowań. Może warto dodać, że uwzględniając jedynie takie podobieństwa, łatwo wykazać, że wszystkie morderstwa polityczne są identyczne.

Na tym podobieństwa się kończą. Wspomnijmy zatem o różnicach. A zatem:

  1. Poglądy. Jak już wspomnieliśmy wyżej, obaj mordercy przynależeli do partii, z których wcześniej zostali usunięci. Różnica polega na programie tych ugrupowań. Breivik jest byłym członkiem skrajnie prawicowej Partii Postępu (FrP) oraz jej młodzieżówki. Telewizja norweska podała, że podejrzany należał do skrajnie prawicowego środowiska. Policja (…) przedstawia go jako „chrześcijańskiego fundamentalistę”, nieprzyjaznego islamowi. Na swoim profilu na Facebooku Anders Behring Breivik napisał, że jest „konserwatystą” i „chrześcijaninem„.
    Dziennikarz niemieckiego „Suddeutsche Zeitung” zauważa, iż (…) zamachowiec uważał się za „herolda wojny przeciwko „kulturowemu marksizmowi i islamizacji”, za wypełniającego misję, która miała być pierwszym aktem walki o narodową odnowę, za jednoosobowy freikorps i indywidualne wcielenie Sądu Ostatecznego nad wielokulturowością, który jest jedynie formą zdrady narodu i ojczyzny”.- Żadne z tych wyobrażeń nie jest czymś niespotykanym. Należą one do ulubionego repertuaru retoryki prawicowego populizmu i tzw. krytyki islamu – wskazuje niemiecki dziennik. – Zamach na własny naród, mord na rodakach w imię fantazji o nawróceniu, należy do cech terroryzmu prawicowego.
    Morderca z Częstochowy nie deklarował swoich „konserwatywnych” ani „chrześcijańskich” poglądów. Jego działanie nie stanowiło też rodzaju krucjaty. Partia, do której wcześniej należał nie głosiła pogardy dla innego człowieka, nie raziła religijnym fundamentalizmem, nie propagowała też ksenofobii. Nie próbował stworzyć nowego ładu społecznego.
  2. Metodyka. Norweski morderca planował zamach od roku 2002. W ciągu 9 lat realizował szereg drobnych kroków, zmierzających do finałowej rozgrywki – przynależność do kółka strzeleckiego, pozwolenie na broń, zakup substancji potrzebnych do wyrobu materiałów wybuchowych. A wszystko bogato udokumentowane zapisami w blogu – wraz z porażającym manifestem ideologicznym (podobno w dużej części „zapożyczonym” od bombera Teda Kaczyńskiego).
    Na tym tle Ryszard C. wygląda jak amator z klubu seniora. Jego jedynym celem było zabicie kogoś z PiS – najpierw podobno miał to być Jarosław Kaczyński, później ktoś ze świecznika, ostatecznie ktokolwiek.
    Czy tak postępuje człowiek zarażony partyjną ideologią? A może jest to typowe zachowanie frustrata, mającego dosyć nieustannej polityki agresji? Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie…
  3. Misja. Częściowo pisaliśmy już o tym wyżej – Breivik walczy o nowy świat. W swoich opętańczych wizjach tworzy „europejską deklarację niepodległości”. Niepodległości względem czego? Względem islamu, marksistów, liberałów, masonów obcych. Czy to wyliczenie mówi coś Szanownym Czytelnikom? Kojarzy się komuś ten język? Breivik nie strzela do młodzieży, on strzela do lewaków, by oczyścić z nich społeczeństwo. Wystarczy wejść na jakiekolwiek powszechne forum dyskusyjne, by zauważyć, jakie środowiska polityczne wszędzie widzą lewaków, liberałów, islam, żydów i masonów.
    Na tym tle znowu Ryszard C. wypada blado – nie chce czyścić społeczeństwa, jego motorem działania jest zemsta, rewanż, frustracja. Ma indywidualne cele.

Zamiast morału – tym razem cytat z innego bloga. Okazuje się bowiem, że źle pojęty konserwatyzm, nacjonalizm, ksenofobia i homofobia – może być w świetle wydarzeń w Norwegii powodem do samozadowolenia:

Mówi się że jesteśmy antysemitami, seksistami, homofobami, rasistami, ksenofobami i tymi wszystkimi innymi, którzy są tacy źli. Super że jesteśmy! Dzięki temu ci wszyscy „obcy” trzymają się od nas z dala. Przeciętny Żyd, czarny czy homoseksualista z zagranicy nie powie „a, nudzi mi się tu, pojadę do Polski”. Mówi raczej „e, do Polski to lepiej nie jechać, bo tam takich jak ja nie lubią”. Przyjeżdżają zatem tylko wartościowi, którzy mają w tym cel (studiowanie lub zapewnioną z góry pracę). Nie przybywają do nas tacy którym wszystko się nie podoba, którzy uciekają ze swojego kraju, bo im „źle”, a potem w nowym też im źle. Tacy wybierają kraje słabe, uległe, a potem próbują w nich wywalczyć dla siebie jakieś przywileje. Takich u nas nie ma, bo jesteśmy konserwatywni i wiedzą, że tu nic nie wywalczą, a na wstępie dostaną mniej niż tam skąd przychodzą.

Dzięki temu mało u nas emigrantów. Mało też islamistów, bo to kraj katolików. Mało u nas homoseksualistów bo to kraj heteroseksualnych homofobów. Mało też u nas ekstremistów prawicowych, czy neonazistów, bo jesteśmy nietolerancyjni i tych też nie lubimy (przynajmniej jak głośno głoszą swoje ideologie).

Pisząc w skrócie – nie grozi nam atak ksenofoba, homofoba, socjopaty bo wszyscy nimi jesteśmy? Nie musimy się bać aktów nienawiści, bo jesteśmy w niej pogrążeni po uszy? Nie trzeba nam czyścić rasowo i ideologicznie społeczeństwa – bo już jesteśmy czyści? Jesteśmy rajem o jakim tylko mógł marzyć i dla którego ofiarę złożył Anders Behring Breivik?

Szanowni Państwo z rejonów PiS, porównujący tak chętnie Breivika z Ryszardem C. – porównywać wolno każdemu i wszystko. W końcu  – nawet jeśli to niesmaczne – to jest to wolność słowa, którą tak chętnie kwestionujecie. Jednak proszę o głębszą refleksję… Bo może się okazać, że ten, którego będzie można znacznie łatwiej zestawić z Breivikiem, dopiero się nam objawi. Na razie, być może, pisze dopiero swoje manifesty, organizuje broń i planuje zemstę na wszystkich tych, którzy doprowadzili do katastrofy smoleńskiej, plujących na prawdziwych Polaków i wyprzedających „narodowe perły”. By oczyścić Polskę z liberałów, masonów, komuchów i całej tej uciążliwej masy niewłaściwie myślących.

Opublikowano Echa wydarzeń | 3 komentarzy

Cool Prezio

W Gdańsku i w Warszawie spotkały się dwie Polski” – grzmiał Prezes, inaugurując Kongres Młodych Prawa i Sprawiedliwości w Stolicy. Nikomu oczywiście nie trzeba wyjaśniać, że w tym samym czasie odbywał się w Gdańsku kongres Platformy. I nie było to stwierdzenie Prezesa w niczym odkrywcze. Kaczyński już niejednokrotnie dzielił Polskę – choćby pokazując w tymże Gdańsku, kto gdzie stał w latach osiemdziesiątych, czy to w Rzeszowie, nawołując do populistycznego referendum w sprawie prywatyzacji służby zdrowia.  Co ciekawe – zawsze na drugi, trzeci dzień po tego typu wystąpieniu Prezesa następują wypowiedzi nadwornych członków PiS w różnorodnych mediach, oskarżające Donalda Tuska o dzielenie narodu.

A zatem Pan Prezes po raz kolejny był uprzejmy podzielić naród. A jednak tym razem postanowił pójść dalej. „Tam, w Gdańsku, są ci syci, gnuśni, z karkami zgiętymi na wschód i zachód. Niewidzący dalej od swojego nosa, wiedzący że wszystko co trzeba załatwić, załatwia się po znajomościach, najlepiej w ‘Pędzącym Króliku’” – prawił Prezes. I to jeszcze było takie jak zawsze: te same porównania, środki stylistyczne, uogólnienia bez najmniejszych podstaw, charakterystyczne lęki przed obcymi. Ale tu nagle Prezes wyciągnął z rękawa… Ktoś pomyśli (pędzącego) królika? Ależ nie! – wyciągnął prawdziwego jokera! Oto bowiem wypalił – „To jest Polska przeszłości, anachroniczna!

Oniemiałem. Oto człowiek 60-letni,  żyjący kątem u mamy, bez konta w banku, prawa jazdy, niepotrafiący zrobić tanich zakupów w sklepie osiedlowym, wskazał na prawdziwy anachronizm: Platformę Obywatelską!

W powietrzu czaiła się sensacja. Czekałem aż padną te słowa. I, proszę mi wierzyć, wcale nie czekałem długo… „I mamy Warszawę, gdzie przyjechaliście wy, młodzi, i tu jest przyszłość. Wy jesteście Polską przyszłości” – mówił do młodych pisowców. Zaniemówiłem kompletnie: PiS jako partia nowoczesna!? Jednak największy szok był dopiero przede mną oto parę dni później w wywiadzie dla Agencji Reutera Pan Prezes był uprzejmy skrytykować SLD , nazywając go „kompletnie anachroniczną partią z innej epoki„!

Czułem się odurzony, jakby ktoś na moich oczach dokonał przewrotu kopernikańskiego: anachroniczne PO, anachroniczny SLD i jedyna supernowoczesna partia na miarę XXI wieku – PiS!!!

Przyznaję – z miejsca zaczęła mnie dręczyć potrzeba wyselekcjonowania tej esencji nowoczesności, tej otwartości na wyzwania naszych czasów. Jakie zatem cechy powinna mieć partia nowoczesna? Nie tak obciachowa jak PO czy SLD? Notowałem starannie:

  • musi mieć dziewiętnastowieczną wizję państwa, znajdującego się pod władzą zaborców, którzy zginają nam karki. Obcych bać się należy, wszelka współpraca z nimi jest wykluczona, bo na pewno knują. Kark trzeba mieć wyprostowany – cóż z tego, że grozi to wdepnięciem w … dobra, oszczędzę tego opisu Czytelnikom.
  • musi mieć w nazwie słowo Prawo – a jednocześnie ambiwalentny stosunek do samej istoty tegoż prawa, co pozwoli krytykować wyroki sądowe we własnych sprawach.
  • musi odwoływać się do zdobyczy socjalizmu, dla nowoczesności nazywając go solidaryzmem – a zatem propagować opiekę państwa, rozdawnictwo, wysokie podatki (bo z czegoś trzeba brać, by móc rozdawać). Równość społeczna, zabieranie bogatym, dawanie biednym.
  • pod płaszczykiem walki ze „złodziejską prywatyzacją” oraz „wyprzedawaniem majątku narodowego” musi propagować własność państwową, przeciwstawiając się własności prywatnej – dzięki czemu w nowoczesny sposób nawiąże do osiągnięć rewolucji w Rosji Radzieckiej, w Polsce drugiej połowy lat 40-tych, na Kubie czy Korei Północnej.
  • musi karmić niższe warstwy społeczeństwa wizją wyniszczenia ich przez warstwę lepiej wykształconą (z ros. wykształciuchów). Nic tak nie napędza rozwoju społeczeństw jak walka klasowa – co wiedzieli już Maks i Engels.
  • wmawiać społeczeństwu, że jeśli ktoś ma majątek – to znaczy, że musiał go skądś wziąć. Znaczy się złodziej. Pretensje proletariatu do warstwy posiadającej są także motorem dziejów.
  • zabiegać o młodych, walczyć o wolność słowa. No, chyba że jakiś młody wymyśli śmieszne hasło w stylu „zabierz babci dowód” – wówczas należy go oskarżyć o podnoszenie ręki na polski naród (karząca dłoń sprawiedliwości ludowej czuwa). Co innego, gdy będzie obrażać urzędującego prezydenta z opozycyjnej partii – wówczas należy takie akcje wspierać, nawołując do poszanowania wolności słowa.
  • walczyć z nieprzychylnymi mediami ile sił. Niech nie myślą sobie. Udało się za Bugiem, uda się i nam. No – chyba że media należą do zakonnika z Torunia – wówczas nawet jeśli obrażają, to tulić się do nich i łasić.
  • zabiegać na każdym kroku o łaskę duchownych. Służalcza rola państwa w stosunku do kościoła to jeden z najbardziej fundamentalnych wyznaczników nowoczesności. A zatem: własność prywatna – nie, ale własność kościelna – zdecydowanie tak.
  • bez względu na okoliczności mówić jak najwięcej i jak najczęściej o rodzinie. Nie zważając na istnienie całej rzeszy starych kawalerów i panien, rozwodników i wielożeńców w szeregach.

Konserwatyzm pełną gębą. Według słownikowych definicji konserwatyzm to obrona starych wartości. Jak starych? Sprzed 50 lat? To nieistotne. Ważne, że nowoczesnych. Choć konserwatywnych. Młoda staruszka siedziała na miękkim kamieniu…

Przejrzałem raz jeszcze wypisane wyznaczniki nowoczesności. Olśnienie nadochodziło powoli… Aż nagle – EUREKA! Naszła mnie budująca refleksja: jesteśmy pierwszym państwem na świecie, posiadającym nowoczesną partię! Czyż to nie prawdziwy sukces historyczny? Wszak nawet z Konstytucją 3 maja, z której tak jesteśmy dumni, stanęliśmy dopiero na drugim miejscu podium. A teraz – niekwestionowane złoto… A za nami – długo, długo nic.

Opublikowano Echa wydarzeń, Polityk powiedział | 3 komentarzy

Był sobie bandzior

No właśnie – był sobie człek mało cnotliwy, a sprośny straszliwie. W kartotekach policyjnych figurował jako Piotr K., wśród znajomych nosił ksywkę Broda. Oprych jak to oprych, może pierwsza lub druga liga – ok. 70 przestępstw: narkotyki, broń, wymuszenia i takie tam sztuczki. Zawszeć to imponujący dorobek.

Broda nie ma szczęścia. Trafia do pierdla i ma za swoje. To znaczy – tak by się mogło zdawać. Okazuje się bowiem, że jednak Broda ma szczęście. Tak szybko jak do pierdla trafił, tak szybko wyszedł sobie z niego w pełni godności. Nie każdy może zostać świadkiem koronnym. Broda jednak może – bo nie dość że pięknie sypie, to jeszcze sypie na tych, których trzeba. Zna tych, którzy zabili Komendanta Policji Papałę. Jego zeznania są jak cudowny powrót z Trójkąta Bermudzkiego. Nareszcie! Padają nazwiska, zeznania obciążają znane Policji postacie. Wszystko potwierdza wcześniejsze podejrzenia o zlecenie morderstwa przez polonijnego biznesmena Mazura. Cóż z tego, że Amerykanie podważają wiarygodność takiego świadka i Mazura (obywatela USA) nie wydają? Ważne jest, iż mamy świadka koronnego, który bardzo konkretnie, szczegółowo sypie.

We wszystkich tych zeznaniach pojawiają się jednak fakty dość dziwne: jeden z zabójców opisanych przez Brodę od dawna już przebywał w Krainie Wiecznych Łowów, inny zaś od jeszcze dłuższego czasu siedział w innym pierdlu. Padło nazwisko Mazura – więc wszelkie inne fakty nie musiały podlegać nachalnej weryfikacji. Prokurator Ziobro pisał wniosek do rządu amerykańskiego. Temat był gorący, za drzwiami czekali dziennikarze z gorącymi fleszami.

Nie znam inteligencji Brody. Ale jakimś jej poziomem musiał się legitymować – bo jednak świetnie wyczuł okazję. Nie lubił faktu bycia kapusiem. Instynktownie czuł żal do swojego oficera prowadzącego, że nim pomiata. Skoro więc zauważył, że bałwochwalczo przyjmuje się z wiarą godną inkwizycji każde nazwisko, które podaje zaraz po jakiejś sprzedanej historii z Mazurem – byłby naprawdę głupcem, by się nie zemścić.

Nie okazał się głupcem. Doniósł uprzejmie na psa, którego nie lubił. Dziwnym trafem złożyło się, że człowiek ten miał niesamowicie dobrą renomę w resorcie. Był cholernie skutecznym psem. Na tyle, by stać się pierwowzorem głównego bohatera telewizyjnego serialu „Pitbull”.

Okazuje się, że lata sukcesów, znakomitej służby, renoma i szacunek środowiska – nie mają aż tak wielkiego znaczenia, gdy pada oskarżenie z ust kogoś takiego jak koronny świadek w sprawie Papały-Mazura. Słowo policjanta kontra słowo bandziora. To praktyczna realizacja hasła „prawo i sprawiedliwość”.

Wydarzenia, o których piszę to już odległa przeszłość. Zmieniły się realia, zmienił się rząd, zmienił się minister. Jedyne co pozostaje aktualne do dziś to fakt, że dobry policjant, którego uczciwość podważył bandzior – wciąż jest byłym policjantem.

Dlaczego o tym piszę? Ano jakoś tak dziwnie złożyło się, że w obliczu kolejnej kampanii wyborczej „obiektywny i państwowy” (fakt, że minister Sikorski przeprosił dziś za te słowa) były szef CBA, Mariusz Kamiński (dziś członek PiS) oskarżył ex-ministra PO Drzewieckiego o związki z mafią i – za jego pośrednictwem – finansowanie PO przez struktury przestępcze.

Nie zamierzam dociekać, dlaczego były szef CBA nie zareagował na taką informację w czasie, gdy był szefem CBA (logika i wiara w uczciwość nakazują wnioskować, że potem nie miał dostępu do tego typu informacji). Chcąc zakończyć tę ciekawą historię – zapytam jedynie Szanownych Czytelników:  czy zgadniecie, Szanowni Państwo, na czyje rzekome zeznania powołuje się Pan Kamiński?

Opublikowano Echa wydarzeń | 1 komentarz

49,99

Starzy internetowo-sklepowi poszukiwacze okazji, jak i przypadkowi internauci, którzy zbłądzili akurat pewnej nocy na witrynę jednego z bardziej rozpoznawalnych e-sklepów w Najjaśniejszej, przecierali oczy ze zdumienia. Takiej promocji www. nie pamiętali nawet najstarsi Górale.

Oto znana sieć sklepów, dystrybuująca różnorodne towary, począwszy od długopisów, poprzez płyty, książki, kończąc na elitarnym sprzęcie biurowym, komputerowym, konsolowym itp. wystrzeliła z promocją „wszystko za 49,99 złotych”. W internetowym sklepiku przy setkach produktów widniała przekreślona stara cena – a przy niej stała jak wół ta aktualna – w każdym przypadku 49,99!

I nie chodzi tu o wyrastające ostatnio jak grzyby po deszczu sklepiki z cyklu „wszystko za 3 złote” – gdzie można się zaopatrzyć w chińską tandetę z plastiku, podróbki firmowych szklanek, rozsypujące sie w rękach zabawki i sztućce gnące się w rękach, gdy chcemy tylko wykorzystać je w roli narzędzi wspomagających akt konsumpcji kulinarnej. Ponieważ sklep jest bardzo znany, więc i promocja dotyczyła artykułów nader zacnych. A zatem za jedyne 49,99 zł można było przez parę godzin kupić tytułowe wszystko – poczynając od kartki z życzeniami, plastikowego jednorazowego długopisu, poprzez szlachetne pióra Parkera, wydawnictwa płytowe, sprzęt komputerowy, kończąc na konsoli z grami, przed promocją wartej 1099 zł, co z grubsza licząc, wskazuje rabat sięgający dwudziestodwukrotnej wartości.

Przez parę godzin trwało zakupowe eldorado, porównywalne jedynie z tym, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych w tzw. „czarny piątek”, gdy sklepikarze obniżają ceny o 60 proc, a nie aż tak ubogie przecież społeczeństwo amerykańskie szturmuje półki sklepów i obala barierki w myśl zasady „kto pierwszy ten ma”.

Niestety, nie jesteśmy Ameryką. Rzekoma promocja okazała się „pomyłką systemu” i już na drugi dzień serwis pracowicie tłumaczył klientom, że promocyjnego towaru nie dostaną, chyba że w normalnej cenie. Tu jednak właściciela sklepu spotkała przykra niespodzianka – dura lex sed lex. Cena podana, towar zakupiony. Umowa kupna-sprzedaży zawarta. Niejeden internauta, który sprzedając na Allegro drogi samochód, ekskluzywną łódź czy choćby niezły telewizor albo laptopa, dał się złapać na jedno czy dwa zera wstawione za mało lub źle umiejscowiony przecinek. Precedens już dawno w ten sposób został przetarty, a sklepowi nie pomogą już nawet najlepsi prawnicy. Fakt, że na biednego nie trafiło.

Dlaczego o tym wzystkim piszę? Ano dlatego, że stoimy w obliczu porównywalnych promocji – tym razem w polityce. Znów będzie licytacja deklaracji, koncert życzeń za jedyne 49,99. Emerytury pomostowe, zasiłki drożyznowe dla emerytów, programy dla młodych małżeństw, zwiększenie nadkładów na armię, naukę, ochronę zabytków, zasiłki dla bezrobotnych, dofinansowanie ZUSu, KRUSu, Straży Granicznej, Pożarnej i kółek gospodyń wiejskich. A wszystko przy zmniejszonych podatkach i ulgach dla starych, młodych, dzieciatych i bezdzietnych.

Nie zamierzam usprawiedliwiać tych, którzy teraz rządzą, nie pamiętając o transakcji zawartej (i wciąż ważnej) z wyborcami. Może warto zastanowić się nad tym, czy zasłużyli na dalszą władzę, skoro nie dali nam jeszcze do tej pory towaru, który u nich kupiliśmy? Ale może warto się też zastanowić nad tymi, którzy im nieustannie rzucają kłody pod nogi, często w myśl zasady „im gorzej, tym dla NAS lepiej”? Czy nieustanna krytyka rządzących, oskarżanie ich o kryzys, katastrofy lotnicze, podział społeczeństwa, powodzie, susze i gradobicia nie jest jednoczesną sugestią, że te zjawiska znikną, gdy ONI dojdą do władzy?

Ktokolwiek obejmie po tej magicznej promocji rządy, z całą pewnością powinien mieć świadomość, że zawarł z wyborcami transakcję. Że zaoferował konkretny towar za konkretną cenę (bo ceną jest jego dojście do władzy).

O jednym, niestety, tylko trzeba pamiętać – że w odróżnieniu od prawa handlowego, w polityce prawo nikogo nie obliguje do sprzedania towaru, za który ktoś zapłacił. Zwycięzca zawsze będzie mógł powiedzieć, że owa promocja to był taki żart, a szef sklepu pomylił się, bo był pod wpływem np. środków psychotropowych. I żadne prawo nie zmusi go do realizacji obietnic. A jeśli nawet ktoś znajdzie stosowny paragraf – to po zdobyciu władzy będzie go można zmienić jednym głosowaniem w Sejmie. Być może stąd ta hojność w krytyce i deklaracjach.

Opublikowano Luźne refleksje | 1 komentarz

PIT na rzecz mamusi

Jakież to piękne! Oto na tym dziwnym styku nabierającej ledwie pędu, a już wrzeszczącej, kampanii wyborczej, w obliczu paraliżujących informacji na temat budżetu, kryzysu, rotacji posłów i ich przynależności partyjnej – rozkwitł nagle,  zupełnie niespodziewanie, niczym majowe bzy – promienny, ciepły (choć jakże smutny) uśmiech Prezesa.

Rzecz niebywała. PiS jako partia atakująca lub atakowana, codzienne spory – wreszcie, jakże w maju modne, oświadczenia podatkowe posłów. Każdy sobie ostrzył języki, pióra (w zależności od preferowanej formy prawienia złośliwości) na polityków tej czy drugiej opcji: kto się wzbogacił (w domyślnym znaczeniu – kto nakradł), kto stracił (w domyślnym znaczeniu – jakiż uczciwy lub nieudolny!). Wielu komentatorów oczekiwało także w tej konkurencji starcia politycznych gigantów 3 i 1/2 RP – Tuska i Kaczyńskiego. Jak wypadną? Kto da się podejść? Z której strony da się podgryźć i złośliwie skomentować – a może nawet wysmażyć doniesienie do sądu?

Tusk wypadł – jak zwykle – blado i bez wyrazu. Typowa polityczna poprawność – ni to stracił, ni to zyskał. Samochód co prawda zmienił – ale z kilkunastoletniego na kilkuletni. Jakoby to premiera zielonej wyspy w centrum europejskiego kryzysu nie było stać na nowy pojazd… Typowe blade, naiwne zagranie pod publiczkę.

Kolorystykę polskiej polityki uratował jednak niespodziewanie Prezes wiadomej partii opozycyjnej. Prezes ów błysnął szczerością, odwagą – ale jakąż innowacyjnością i inicjatywą! Wystąpienie Prezesa utwierdziło obserwatorów w bałwochwalczym zachwycie dla Pana Jarosława jako niebywałego, wybitnego wręcz Stratega polskiej polityki – zwłaszcza dla discopolowo-dewocyjnej części naszej społeczności.

Prezes – jak na stratega przystało – zaczął od straszliwej wiadomości: w ciągu minionego roku stracił sto tysięcy złotych! I jużem, niegodny zaczął myśleć złośliwie, że to przez to, iż nie kupował w Biedronce czy Lidlu albo nawet Tesco czy innym Realu, lecz w rdzennie polskich, cholernie drogich sklepach osiedlowych. Czyj portfel by to wytrzymał? Pomyślałem sobie też, że chcąc dokopać rządowi Tuska, jego szofer nie kupował paliwa za 5 zł, lecz za 8 (choć przecież Prezes nie płaci z własnej kieszeni za peregrynacyje partyjne). Mea culpa! Przyznaję szczerze i bez ogródek – źlem pomyślał o Prezesie. Mało tego – pomyślałem całkiem (tak mi się zdawało) racjonalnie, że facet, który traci w ciągu roku prawie 90 proc. majątku (choć może to wyraz solidarności z elektoratem?) – nie powinien mieć wpływu na losy Polski, skoro ma tak fatalny wpływ na własny status materialny.

I nagle… Po tych fatalnych informacjach, z dynamiką bomby atomowej następuje niesamowita perypetia! O tak – jakże piękna! Trwajże chwilo! Prezes stracił – to fakt. Ale w jakim pięknym celu! Otóż w ciągu roku przeputał niemal cały swój majątek DLA MAMY!

Czytałem te smutne, a jednak piękne słowa Prezesa niemal zanosząc się szlochem, a moje piękne, wielkie oczy wypełniły się łzami. Jakież to piękne! Jedni wydają bezsensownie kasę na studia dzieciaków, operacje plastyczne żony, ratowanie jakichś głupich zwierzaków – a Prezes nie! On przeputał sto tysięcy dla mamy, która leżała w rządowym ośrodku, za który nie trzeba było płacić. Na co wydał w takim razie? Na lekarstwa? Ależ nie – one były refundowane. Wydał na opiekę – na pielęgniarki i lekarzy.

Czytałem to oświadczenie, tłumiąc szloch i myślałem jednocześnie – po kiego grzyba lekarze i pielęgniarki narzekają na swą dolę i chcą emigrować, skoro sam Prezes łoży na nich – poza składkami – sto tysięcy rocznie. Po co komu społeczna służba zdrowia, skoro ten, który o nią najbardziej zażarcie walczy – sam wydaje na jej prywatną konkurencję dodatkowo sto tysięcy rocznie? Brak zaufania do własnych poglądów?

Ależ nie – pomyślałem, ocierając ukradkiem łzę. To przecież wyraz szacunku. Bo przecież nie może wystarczyć lakoniczna informacja, że Prezes największej partii opozycyjnej w cywilizowanym kraju w środku Europy nie miał czasu, by być na zaprzysiężeniu prezydenta Polski, z którym uczciwie przegrał wybory, by nie odwiedzać grobu brata i jego żony, których oddzielił od najbliższej rodziny dwoma setkami kilometrów. Sam Prezes przy łóżku chorej mamy – to za mało. Czas to pieniądz. A jeśli połączyć jedno i drugie – to dopiero idzie przekaz! Prezes poświęcił dla mamy cały swój czas i majątek. Nie zważając na to, że społeczna (niesprywatyzowana) służba zdrowia jest najlepsza i potrafi poradzić sobie świetnie bez jego majątku. I czasu. Bo to przecież na koszt anonimowego podatnika, który leczy się w gorszych, zwykłych szpitalach i czeka miesiącami na wolne łóżko.

Przeczytałem jeszcze raz to piękne oświadczenie Prezesa, otarłem kolejną łzę. Spojrzałem na kalendarz – i wzruszyłem się jeszcze bardziej! Pojutrze Dzień Matki. Jakże niesamowita zbieżność! Szare ludziska pewnie już myślą o swoich matkach i porównują się; kupują rodzicielkom laurki, kwiatki dopple hertze, amole i inne pierdółki. Któż ze śmiertelnych może równać się z Prezesem i jego setką tysięcy, dorobkiem życia? Prezesem tak szorstkim i pozornie populistycznym, ale  jakże kochającym?

Gdyby Donald T. był strategiem na miarę swojego politycznego konkurenta – powinien wstrzymać się ze swoim oświadczeniem. Zaczekać jeszcze tydzień. Aż do pierwszego czerwca. Po czym oświadczyłby, że pozbył się całego swojego majątku i jeszcze wziął pożyczkę ze SKOKu (byle nie z żydowskiego Providenta) – na ratowanie zdrowia dziecka chorego na białaczkę. Rzecz jasna, dziecka własnego, nie jakiegoś tam obcego, nie wiadomo jakiego pochodzenia. A że nikt o tym wcześniej nie wiedział? To można przecież uzasadnić tym, że dodatkowe pieniądze (kolejny kredyt w SKOK) zostały wydane na zapewnienie intymności dziecku i leczeniu jego ciężkiej choroby. Która przecież została zwalczona! Jakież to dopiero piękne poświęcenie! I jakież piękne zwycięstwo nad złymi siłami losu! Ech, przeczytałem i znowu z moich pięknych, wielkich oczu popłynęły łzy jak grochy.

Opublikowano Polityk powiedział | 3 komentarzy

W obronie wolności i rozrywki

Jakoś tak się zdarzyło, że w ostatnim czasie wręcz nieustannie mamy w Najjaśniejszej do czynienia z atakami na wolność. A to Policja bezlitośnie pałuje niewinną publiczność, która przyszła z transparentami na mecz piłkarski, by spokojnie powznosić hasła antyrządowe, a to z telewizji publicznej wyrzuca się dziennikarzy obiektywnie opisujących, jak to w kondominium nielegalnie wybrany prezydent niszczy prawdziwych Polaków, broniących bohatersko krzyża pod pałacem tegoż prezydenta.

Prawdziwie hiobowa wiadomość dotarła jednak z internetu. Oto krwawo tłumiona jest wolność polskiego głosu w światowej sieci!

Zwykły, szary obywatel Najjaśniejszej zainwestował w swoje hobby. Wykupił miejsce na sewrze, zapłacił za domenę – po czym stworzył stronę internetową, na której podzielił się ze światem swoim dorobkiem artystycznym. Zatem mogli obejrzeć zaciekawieni internauci pasjonującą galerię grafik – fotomontaży, z motywem przewodnim Bronisława Komorowskiego: a to Komorowski jako prostytutka, a to jako wystylizowany Stalin, a to jako homoseksualista. Jeśli kogoś nie satysfakcjonowała statyka, pomysłowy autor oferował także gry komputerowe – a to strzelanie do Komorowskiego z fekaliów, a to rzut młotkiem do tegoż, albo klasycznie, traktowanie serią z kałacha.

Tak jakoś dziwnie się zdarzyło, że wzmiankowany Komorowski Bronisław jest aktualnie prezydentem Polski. W konsekwencji pewne służby poczuły się w obowiązku zaatakować Bogu ducha winnego autora. Zdradzony o świcie internauta nie dyskutował długo z prokuratorem – sam zlikwidował witrynę, a materiały dowodowe zabezpieczono w odpowiedni sposób. Okazało się zresztą szybko, że autor miał już wcześniej konflikt z prawem i dostał niezły wyrok w zawiasach. I sprawa pewnie by na tym ucichła, w końcu za poprzedniej prezydenckiej kadencji było takich spraw od pioruna – a to ścigano bezdomnego, a to właściciela lokalnej gazetki, a to dwóch niezbyt rozgarniętych dziennikarzy radiowych, to wreszcie niefrasobliwego internautę, który tak wypozycjonował wulgarny wyraz, że został połączony w wyszukiwarce z oficjalną stroną Lecha K. To tylko wierzchołek góry lodowej – tych spraw było bez liku, stąd też może owa rutyna w działaniach odpowiedniech służb. Może nawet warto w tym miejscu dodać, że postępowania prokuratorskie były kontynuowane nawet po śmierci Lecha Kaczyńskiego, jako że dotyczyły obrazy urzędu, nie osoby.

Teraz jednak niespodziewanie rozbudziła się odpowiedzialność obywatelska PiS (jakież to zaskakujące, że dopiero po tylu latach!). Zrobiło się krzyku co niemiara w obronie wolności słowa (czy o słowo tu chodziło?), a pokorny autor, zasilony zasponsorowanymi przez partię adwokatami, nabrał nagle odwagi i z przyłapanego na recydywie ludka z nie do końca kontrolownymi emocjami, próbuje – przy wsparciu polityków PiS – kreować się na samotnego bojownika o wolność, prowadzącego lud na barykady. Już zapowiedział ponowne otwarcie strony na zagranicznym serwerze. Będzie walczyć do końca.

Czy jest w całej tej historii coś dziwnego? W moim odczuciu - nie. Rozumiem, że odpowiednie służby musiały interweniować, bo zobowiązuje je do tego konkretny punkt konkretnej ustawy. Rozumiem polityków PiS, że poprą samego diabła, by tylko przysporzyć sobie kolejnych kresek w wyborach – co udowodniła już wątpliwa obrona kiboli. Rozumiem także zachowanie nie do końca ukształtowanego społecznie i emocjonalnie młodziana, który już-już miał mieć odwieszone zawiasy za poprzedni wyrok, a teraz z dnia na dzień został celebrytą i kto wie, czy nie wystartuje nawet w wyborach.

Rozumiem także ogromną troskę Jarosława Kaczyńskiego o wolność wypowiedzi w internecie. A jeżeli znajdzie się naśladowca naszego dzielnego autora serwisu z grami – proponuję kilka atrakcyjnych tematów na gry komputerowe:

  1. Strzelanie z fekaliów do lądującej w Smoleńsku prezydenckiej Tutki. Można także rościągać sztuczną mgłę i uruchamiać hiper-odkurzacz, który ściągnie samolot na ziemię. Zwycięzca etapu będzie mógł strzelać do pasażerów.
  2. Wykopywanie trumny z Wawelu – gracz ma do dyspozycji buldożer, spychacz, miotacz granatów.
  3. Strzelanie do Lecha K. – gracz ma do dyspozycji kałachy gruzińskie, rosyjskie i osetyjskie.
  4. Namierzanie na policyjny radar pędzącego bez prawa jazdy Jarosława K. W kolejnym etapie namierzamy pirata Kurskiego.
  5. Traktowanie Antoniego M. gazem, prądem, ogniem – gracz ma do wyboru różnorodny skład chemiczny substancji, siłę ognia, napięcie i natężenie.
  6. Wyrywanie paznokci posłance Kempie – wygrywa ten, kto wyrwie najszybciej.

O fotomontażach nawet nie będę pisać, bo tu jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia. Jarosław K w homoseksualnym pocałunku, posłanka Szydło w roli Matki Boskiej, Hofman jako gwałcona nieletnia dziewica. To tylko zajawka potencjalnych możliwych tematów.

I proszę pamiętać, potencjalny autorze świetnych gier – w razie jakichkolwiek problemów z prawem, możesz liczyć na pomoc adwokatów opłaconych przez PiS.

PS. Dla części elektoratu PiS niewyposażonej w komputery stara, sprawdzona gra w mroczki, którą opisał już pół wieku temu Mistrz Gałczyński (warto polecić szczególnie na okoliczność partyjnych zjazdów i szkoleń). Grupa graczy siada w kręgu. Rozpoczynający trzyma młotek i uderza nim w głowę sąsiada, następnie sąsiad wali młotkiem swojego następnego sąsiada i tak dalej. Wygrywa ten, który w trakcie wszystkich kolejek będzie miał najdłuższe mroczki.

Opublikowano Echa wydarzeń | 1 komentarz

Zarys historii Polski wg homo sovieticus

<960??? – diabli wiedzą, kto wszedł ani wyszedł, bo nie ocalał nikt, kto by o tym napisał
963 – weszli Niemcy
966 – weszli Czesi. Z chrzcielnicą.
979 – weszli Niemcy.
981 – weszli Ruscy.
1002 – weszli Niemcy.
1003 – wizyta w Pradze.
1017 – weszli Niemcy.
1018 – wizyta w Kijowie.
1029 – weszli Niemcy i Czesi. My też im weszliśmy.
1030 – wizyta w Saksonii.
1031 – weszli Niemcy i Ruscy.
1031 – weszli poganie (właściwie to nawet nie wchodzili – siedzieli od dawna przyczajeni).
1034 – znowu ci poganie.
1039 – weszli Czesi.
1051 – wycieczka na Węgry razem z niemieckim biurem podróży.
1060 – wizyta w Pradze.
1064 – weszli Pomorzanie.
1072 – wizyta w Pradze.
1086 – weszli Węgrzy.
1092 – Ruscy weszli.
1101 – Ruscy weszli.
1108 – Czesi weszli ale zaraz wylecieli.
1108 – wizyta w Pradze. W ramach rozwijania bezpośrednich kontaktów.
1126 – weszli Węgrzy.
1127 – rewizyta na Węgrzech.
1131 – Czesi weszli.
1146 – Czesi i Niemcy weszli, ale wylecieli.
1157 – weszli Niemcy.
1226 – weszli Krzyżacy (czyli w sumie Niemcy). Póki co z oficjalną wizytą roboczą.
1241 – weszli Mongołowie.
1248 – weszli Jaćwingowie. Bardzo szybko wyszli.
1259 – weszli Mongołowie.
1291 – weszli Czesi.
1291 – weszli Litwini.
1308 – weszli Niemcy.
1327 – weszli Niemcy, a potem my weszliśmy Niemcom.
1323 – weszliśmy Ruskim.
1329 – wycieczka do Brandenburgii.
1387 – wizyta u Ruskich.
1359 – przyszli Żydzi.
1399 – Tatarzy weszli.
1409 – weszli Niemcy.
1409 – weszli Węgrzy.
1411 – biwak pod Malborkiem.
1438 – weszli Tatarzy.
1444 – wyprawa do Bułgarii na spotkanie z Turkami (urwanie głowy z tymi innowiercami)
1453 – Tatarzy weszli i wylecieli.
1474 – wycieczka na Węgry.
1485 – Turcy weszli.
1502 – wycieczka na Mołdawię.
1512 – Tatarzy weszli.
1519 – znowu weszli.
1524 – Turcy i Tatarzy weszli.
1526 – i znowu Tatarzy weszli.
1528 – Tatarzy weszli, ale wreszcie wylecieli.
1538 – Mołdawianie weszli.
1563 – wycieczka do Inflantów wraz z przyłączeniem.
1574 – przyszedł Francuz, ale zaraz przeprosił i wyszedł.
1557 – Tatarzy weszli.
1579 – Tatarzy weszli
1579 – Ruscy weszli.
1579 – wycieczka do Rosji.
1589 – Tatarzy weszli.
1591 – Kozacy nie przyszli, ale się wkurzyli.
1595 – weszliśmy do Mołdawii.
1604 – wycieczka do Rosji.
1608 – znowu wycieczka do Moskwy – wylatujemy
1610 – wycieczka do Moskwy na długie zwiedzanie zabytków.
1620 – Turcy chcą wejść
1621 – Szwedzi chcą wejsć.
1626 – znowu Szwedzi chcą wejść.
1632 – wycieczka do Rosji.
1640 – weszli Tatarzy.
1643 – weszli Tatarzy, ale zaraz wyszli.
1648 – znowu Kozacy się wkurzyli.
1654 – weszliśmy do Rosji.
1655 – weszli Szwedzi.
1672 – Turcy weszli.
1683 – Turcy chcieli wejść do Wiednia, ale my weszliśmy do ich namiotów.
1772 – weszli Ruscy, Austriacy, Niemcy. Na nieco dłużej.
1793 – znowu weszli ci sami, oprócz Austriaków, któzy sobie tym razem odpuścili.
1795 – teraz już sobie Austriacy nie odpuścili. Weszli. Razem z Niemcami i Ruskimi. Na bardzo długo.
1806 – weszli Francuzi
1830 – Ruscy wyszli, ale zaraz potem weszli
1831 – wycieczka na Syberię.
1863 – Ruscy wyszli.
1864 – Ruscy weszli.
1864 – wycieczka na Syberię.
1917 – Ruscy wyszli, Niemcy weszli.
1918 – Niemcy wyszli.
1919 – Czesi weszli, zabrali Zaolzie.
1920 – Ruscy weszli.
1920 – Ruscy wyszli.
1922 – wycieczka do Wilna. Na dłużej.
1938 – wycieczka do Czech po Zaolzie.
1939 – Niemcy weszli.
1939 – Ruscy weszli.
1941 – Ruscy wyszli, Niemcy weszli.
1944 – Niemcy wyszli, Ruscy weszli.
1945 – Zaolzie pa pa.
1946 – Ruscy powiedzieli, że nie wyjdą.
1956 – Ruscy wyszli, ale zaraz weszli.
1968 – Żydzi wyjechali.
1968 – wizyta w Pradze.
1981 – cholera – kto to wszedł?
1989 – wszedł UKŁAD.
1993 – Ruscy wyszli.
2005 – weszli „prawdziwi polacy”.
2007 – wyszli „prawdziwi polacy”.
2010 – tutka wyleciała.
2011 – „prawdziwi polacy” chcą wejść.

Do jasnej ciasnej – ileż to różnych ludzi musiało się nachodzić, by stworzyć taką historię… I jak tu nie być kibolem?

Opublikowano Prawdy fundamentalne | 2 komentarzy

Historia świata wg Homo Sovieticus – krótki zarys

Nie ma znaczenia, czy genezę świata będziemy rozpatrywać w ujęciu dialektycznym, czy zadeklarujemy, że świat powstał w ciągu sześciu dni. Istotne jest to, że świat jednak powstał, a ludziom żyło się dostatnio. To znaczy tym pierwszym. Nie ma co prawda dowodu na to, że Adam i Ewa byli prawdziwymi Polakami. Jednak nie ma przecież takiej samej pewności, że byli Żydami – a to już jest budujące. Żydzi – jak wiemy – zdominowali w ciągu historii nie tylko światowe rynki giełdowe, ośrodki władzy ale i zawłaszczyli na swój użytek Biblię. Oszukali bezwzględnie Pana B i wmówili Mu, że są Narodem Wybranym. A przecież wiadomo, że Naród Wybrany pojawił się na arenie międzynarodowej około X wieku naszej ery.

Nie znamy również poglądów politycznych rodziców ludzkości. Można jednak założyć, że już ich dzieci wykazywały znaczne zróżnicowanie poglądów. Gdyby już wówczas istniała tendencja do upolityczniania poglądów – Abel z pewnością należałby do PiS, podczas gdy Kain, z racji zakorzenionego zła, przynależałby do PO.

Nie ma zresztą co spierać się o przynależność, bo ludzkość się zaledwie kształtowała – jednak w rysach Kaina pewnie można by było dopatrzeć się rysów żydowskich, niemieckich lub rosyjskich. Zresztą lubujący teorie spiskowe słuchacze pewnej rozgłośni, którzy już niejeden szyfr i kod masoński złamali – i tu doszukaliby się pewnej analogii, w przekształconych imionach biblijnych braci – Ein Kabel.

Zostawmy jednak tych nieszczęśników samych sobie. Ich losu nie są już w stanie odwrócić żadne zaklęcia. Faktem jest, że od tego czasu ruszyła historia. Zaczęły się podręczniki. Świadectwa podbojów, powstawania i upadków królestw, cesarstw, imperiów… Historię tworzyły nie tyle ludy, plemiona, państwa – ile wybitne jednostki. Wybierzmy sobie do przeglądu parę z nich.

  • Sokrates – obrzydliwa, aspołeczna jednostka, kwestionująca istotę rzeczy i porządek świata. Zwykł ośmieszać dyskutanta, wyprowadzając go w pole przy pomocy jego własnych argumentów. Typowy starożytny przykład wykształciucha. Gdyby dziś żył, na pewno by głosował na PO.
  • Aleksander Wielki – postać niejednoznaczna. Z jednej strony genialny strateg, co w znacznym stopniu przybliża go do takich postaci współczesnych jak chociażby Jarosław Kaczyński. Z drugiej jednak strony, silnie zdeklarowany gej. Mimo pewnej charyzmy, dziś pewnie należałby do PO lub SLD.
  • Juliusz Cezar – postać powszechnie uznana za wielką. Wyniósł do granic wielkości i sławy Republikę Rzymską i to w taki sposób, że wszyscy myśleli, że wszyscy są równi, a Cezar jest jedynie równiejszy. Niestety, nie wszyscy tak myśleli. Mordercy Cezara na pewno byli z PO, bo to norma. Cezar, gdyby żył, głosowałby na pewno na PiS i słuchał Radia z Torunia.
  • średniowiecze – jak wiadomo – krzyżem stoi. Nie ma co zatem wdawać się w jakieś tam jednostki.
  • Kopernik – kolejny typowy przykład wykształciucha, w dodatku wykształconego za pieniądze Kościoła. Niewdzięcznik jeden.
  • Izaak Newton – leżał sobie leń pod jabłonią i czekał nie wiadomo na co. Przypadkowe uderzenie spadającym jabłkiem sprawiło, że przeszedł do historii. Niesłusznie. Podobno był masonem i miał wpływ na powstanie firmy Apple. Nie głosowałby na PiS.
  • Napoleon Bonaparte – wojenki, wojenki, wojenki. Jak my to lubimy. Na pewno był swój chłop, no i Polaków lubił. Pewnie ukradkiem też słuchał audycji Ojca Dyrektora.
  • Stalin – wiadomo. Lepiej nawet nie pisać.
  • Lech Wałęsa – obrzydliwy agent, podesłany Polakom przez upadający Związek Sowiecki. Jego głównym zadaniem było przyćmienie sławy braci Kaczyńskich jako najwybitniejszych bojowników o polskość i katolickość. Wszech czasów, rzecz jasna.
  • Jan Paweł II – człowiek, który zmienił oblicze ziemi. Nie tym, co mówił. Ale tym, że ładnie wygląda na fotkach, plakatach i pomnikach (w samym Toruniu są aż trzy). Któżby tam dziś chciał zagłębiać się w takie czy inne słowa. Ważne, że zawsze popierał PiS i Ojca Tadeusza w walce z komuną i postkomuną. Bo przecież popierał.

I jeszcze na koniec krótki opis wybranych nacji – bo przecież jednak nie tylko jednostki….

  • Grecy – nie wiadomo, czym przeszli do historii. Poganie, homoseksualiści i z pewnością masoni.
  • Rzymianie – waleczny lud, który podbił trzy czwarte ówczesnego świata. Rzecz charakterystyczna – upadli w kilkadziesiąt lat po uznaniu religii chrześcijańskiej za ogólnopaństwową. Pewnie z miłości.
  • Żydzi – byli, są będą. Zawsze pierwsi do kradzieży, morderstw, aborcji, gwałtów i tym podobnych. Ukradli nawet historię świata. Ze szczególnym upodobaniem nienawidzą Narodu Polskiego. Zapewne w ramach wdzięczności za wszystko.
  • Niemcy – ledwie z areny świata zginęli Rzymianie, zaraz pojawili się oni. A ich podstawowy cel to zabijać, podbijać i germanić. Głównie Polaków. Teraz też nie marzą o niczym innym jak tylko o przejęciu do spółki z Żydami i Rosjanami kwitnącej polskiej gospodarki.
  • Rosjanie – lud słowiański, silnie zjudeizowany. Stąd też nie lubią Polaków, co sygnalizują zawsze, gdy tylko nadarzy im się jakaś historyczna okazja.
  • Czesi – ich dziejową rolą było wprowadzenie do Polski chrześcijaństwa. Po tym fakcie powinni już zniknąć z historii. Nie wiadomo dlaczego, nie chcą.
  • Ukraińcy – zrusyfikowani Polacy. Nie chcą przyjąć tego do wiadomości i nie wiadomo jeszcze, jak im to wytłumaczyć.
  • Litwini – jak wyżej.
  • Białorusini – jak wyżej
  • Francuzi – jedzą ślimaki i żaby, więc nie mają prawa głosu.
  • Arabowie – brudni, niewykształceni, łasi na polskie niewiasty. Ale nie lubią Żydów, więc są OK.

O historii umiłowanej Rzeczypospolitej podyskutujemy w osobnym wpisie.

Opublikowano Prawdy fundamentalne | Skomentuj